Południca – Diablica zbożowych pól i piekielnego słońca
Większość demonów Słowiańszczyzny rodzi się w cieniu. Skrywa się za zapadniętym zmierzchem, snuje się między chatami, gdy płomień świecy nie sięga dalej niż czubek stołu. Tam, gdzie kończy się światło, a zaczyna wyobraźnia – tam budzą się zmory, duchy i strach. Ale nie Południca.
Ona nie potrzebuje mroku. Wręcz przeciwnie – kwitnie w blasku, karmi się żarem. Jest słońcem w swojej najbardziej bezlitosnej postaci. Jest ucieleśnieniem letniego szaleństwa.

Zrodzona z ognia dnia
Południca — zwana także Przypołudnicą, Żytnią Babą, Rżaną Babą, Babą o Żelaznych Zębach — to demon wyjątkowy. Nie czai się nocą, lecz wychodzi na polne ścieżki w samo południe. Kiedy ziemia oddycha gorącem, a powietrze drży w białej poświacie, ona spaceruje wśród zbóż, jakby przynależała do samej tkanki lata.
Widziano ją w wielu postaciach. Czasem była młodą, smukłą dziewczyną z wieńcem na głowie, z sierpem w dłoni i hipnotyzującym głosem, który usypiał zmęczonych żniwiarzy. Innym razem ukazywała się jako stara kobieta, ubrana w białe szaty lub brudne szmaty, powłócząca nogami i mamrocząca niezrozumiałe pieśni. Czasem – wręcz widmo, wyschnięta na wiór postać, którą ledwie trzymały kości i nienawiść.
Ale zawsze – kobieta.
Gniew zawiedzionej duszy
Legenda mówi, że Południcą zostaje kobieta zmarła tuż przed ślubem lub krótko po nim. Dusza, która nie zdążyła zaznać życia, wściekła na los, na ludzi, na Boga. Zamiast wstąpić do zaświatów, zostaje tu – na granicy światła i śmierci – i mści się.
Południca nie atakuje bez ostrzeżenia. Najpierw przychodzi wiatr – wir powietrzny, który wzburza zboże, choć niebo czyste, a powietrze ciężkie. Gdy łany zaczynają falować jak morze, to znak, że ona jest blisko. Trzeba uciekać. Do lasu, za miedzę, gdzie jej moc słabnie. Tam jeszcze można się uratować.
Kara za pychę
Dla Południcy największym grzechem była bezczelność. Praca w pełnym słońcu, ignorowanie rytmu natury, hałas i brak pokory wobec ziemi. Z tego powodu gnębiła rolników, którzy nie zważali na południową porę. Zastawała ich śpiących w snopkach zboża – i biła kijem aż do śmierci. Duszonych przez nią ludzi znajdowano z zaciśniętymi palcami i sinymi ustami. Mówiono, że ścisnęła im serce. Może rzeczywiście. A może to po prostu udar.
Najbardziej nienawidziła dzieci – tych dzikich, brudnych, rozwrzeszczanych, które pozostawiono same na skraju pola. Gdy widziała takiego malca, łapała go, pakowała do worka i znikała między zbożami. Nigdy nie wracała.
Zagadka albo śmierć
Jednak nie każda ofiara ginęła. Południce znane były z tego, że zadawały zagadki. Kto odpowiedział dobrze – ocalał. Kto zawahał się choć na chwilę – kończył z połamanym ciałem. Chłopi nauczyli się, że nie tylko siła, ale i spryt może uratować przed demonem.
W niektórych regionach mówiono też, że Południce śpiewają. Ich głos był piękny, anielski wręcz – i usypiał. Niejeden żniwiarz padł na zboże tylko po to, by już nigdy się nie obudzić.
Południca jako cień słońca
Uderzające jest to, że Południca – choć mordercza – była też symboliczną opowieścią o rytmie natury. Chroniła cykl dnia, wymuszała odpoczynek, była przestrogą dla zuchwałych. Być może dawni Słowianie nie chcieli tylko straszyć dzieci — może chcieli, byśmy nauczyli się pokory. Bo słońce, choć daje życie, potrafi też je odebrać.
W istocie Południca mogła być pierwotnie duchem opiekuńczym zbóż. Z czasem, z wpływem chrześcijaństwa i lęków ludzkich, przemieniła się w diablicę. Ale to tylko jedna z wersji. W końcu świat demonów jest płynny. Jak zboże na wietrze.
Południca na naszym kubku – szept z serca lata
Na naszym kubku NOCTRA Południca nie jest tylko ilustracją – jest zaklęciem. Uwieczniliśmy ją w postaci eterycznej kobiety o spojrzeniu, które potrafi uśpić i przeszyć na wskroś. Sierp w dłoni, biel płótna, wirujące włosy i tło wypalonych słońcem zbóż – to opowieść zaklęta w porcelanie. Picie z tego kubka to rytuał – jakby każdy łyk kawy lub herbaty miał przypominać o szacunku do rytmu natury, do ciszy południa i do głosu, który czasem niesie wiatr. Południca patrzy. Uczy pokory.


